wtorek, 28 kwietnia 2020
Lorelei DO Jakurai'a
<Poprzednie opowiadanie>
Słysząc prośbę, od razu się rozpromieniłem. Nie codziennie dają ci szansę, aby opowiedzieć swoją autobiografię na głos.
- Dobrze to wszystko zaczęło się w dniu mych narodzin. - to stwierdzenie wywołało krótką reakcję łańcuchową, a właściwie spowodowało, że mężczyzna się odwrócił, posyłając mi zdziwione spojrzenie. Na to odpowiedziałem jedynie szerokim uśmiechem.
- Kontynuuj, co tam robisz, wiem, co robię i sobie poopowiadam. - oznajmiłem radośnie. - To gdzie ja skończyłem? Ach tak na saaaaaamiutkim początku! Więc powrócimy teraz do mej jakże intrygującej historii. Cóż dzień moich narodzin nie był zbyt... Wesoły. Huh, sądzisz, że powinienem wejść w detal, o tym, jak ryby przychodzą na świat? Bo mógłbym... Z własnego doświadczenia. - W sumie nawet nie oczekując odpowiedzi, przeszedłem do rzeczy. - ogólnie to syreny tak samo, jak ryby są raczej jajorodne, ale jakby się oprzeć mogą też normalnie urodzić na lądzie tak jak ludzie, lecz to nie jest moja historia.
- Dobrze to wszystko zaczęło się w dniu mych narodzin. - to stwierdzenie wywołało krótką reakcję łańcuchową, a właściwie spowodowało, że mężczyzna się odwrócił, posyłając mi zdziwione spojrzenie. Na to odpowiedziałem jedynie szerokim uśmiechem.
- Kontynuuj, co tam robisz, wiem, co robię i sobie poopowiadam. - oznajmiłem radośnie. - To gdzie ja skończyłem? Ach tak na saaaaaamiutkim początku! Więc powrócimy teraz do mej jakże intrygującej historii. Cóż dzień moich narodzin nie był zbyt... Wesoły. Huh, sądzisz, że powinienem wejść w detal, o tym, jak ryby przychodzą na świat? Bo mógłbym... Z własnego doświadczenia. - W sumie nawet nie oczekując odpowiedzi, przeszedłem do rzeczy. - ogólnie to syreny tak samo, jak ryby są raczej jajorodne, ale jakby się oprzeć mogą też normalnie urodzić na lądzie tak jak ludzie, lecz to nie jest moja historia.
Bishamonten DO Yonkiego
<Poprzednie opowiadanie>
Nie mogłam uwierzyć w to co się działo, kolejne wydarzenia leciały niezależnie ode mnie, a mój umysł wypełniała coraz to większą złość. Miałam ochotę zabić Boga chaosu bardoz boleśnie, aby zapamiętał że ze mną się nie zadziera. Uczestniczyłam w wydarzeniach na które kompletnie nie miałam wpływu, obserwowałam je ale całość przepływała mi przez palce, przez co nie mogłam nawet zatrzymać wydarzeń. Zanim się obejrzałam staliśmy w ślepym zaułku. Wkurzyona niemiłosiernie miałam ochotę zabić Boga tu i teraz po czym czym prędzej stąd zniknąć i wrócić do swojego normalnego życia. Rzadko bywałam wśród ludzi, więc doprawdy ten symbol na mojej dłoni nie byłby takim utrapieniem, ale nie mogę pozwolić aby moi zleceniodawcy to odkryli, mogłabym mieć duże problemy, a wolałabym je uniknąć w tym jedynym aspekcie życia jakim była moja praca. Już wystarczająco miałam kontaktu z chaosem i problemami, większych nie było mi w pracy potrzeba. Westchnęłam męczeńsko słysząc słowa Yonkiego, musiałam przyznać mu rację, że dobrze by było się stąd ulotnić. Ale wpierw musiałam odzyskać broń. Pojawiła się w moich rękach na powrót, po czym złapałam ją pewnie w dłonie, żeby po chwili wróciła do swojego poprzedniego stanu, ba, co więcej jeszcze lepiej naostrzona. Zniknęła jednak po chwili, była za ciężka i za duża aby z nią podróżować. Zagwizdałam przez palce, po czym w ciągu kilku sekund nad nami pojawił się ogromny cień Kurahy. Równie co szybko się pojawił tak samo wylądował, dzięki czemu swobodnie mogłam na niego wsiąść.
- Gdybyś nie wzbudził mojego zainteresowania zostawiła bym Cię tutaj w cholerę. - mruknęłam przymykając oczy, po chwili jednak uśmiechnęłam się i spojrzałam w oczy boga z lekką iskrą. - Masz szczęście, że nie umiem odzwyczaić się już od chaosu. - dodałam kiwając lekko głową w swoją stronę, dając znak Yonkiemu aby wsiadł na lwa. Zrobił to z lekka niepewnie, aczkolwiek po chwili usadowił się za mną na stworzeniu, które wydało zaledwie krótki pomruk niezadowolenia po czym spokojnie wzbił się w powietrze.
- Co mam rozumieć przez twoje słowa? - spytał, po dłuższej analizie wypowiedzianego przeze mnie zdania.
Wzruszyłam zaledwie ramionami, będąc pewna ze i tak nie mogłabym mu tego wyjaśnić. Chociaż wprawdzie Yonkiemu na pewno spodobała by się moja praca i domyślam się że idealnie by sobie w niej poradził.
Po kilkunastu minutach lotu wylądowaliśmy wreszcie, niedaleko granic zamkniętego miasta, tutaj nikt się nie zapuszcza, więc powinniśmy być bezpieczni. W końcu musieliśmy uciekać... Z westchnieniem zeszłam z grzbietu lwa głaszcząc go przy tym lekko po głowie. Przecież musiało być jakieś wyjście, to było nie możliwe, że tak łatwo dałam się podejść! Miałam sobie to za złe, że pozwoliłam Bogu Chaosu tak bezceremonialnie mnie wciągnąć w to wszystko. Pozwoliłam sobie na chwile stracić czujność i skończyłam z symbolem organizacji przestępczej na dłoni.
- Nie mam za dużo czasu, jak wezwą mnie do pracy niezwłocznie muszę się do niej udać, kilka dni nam wystarczy na tę akcję? - spytałam poważnym tonem. Byłam gotowa nawet zostawić go w środku pola walki jeśli będę musiała udać się do pracy, to kwestia pierwszorzędna, chociaż na pewno nie chciałabym go zostawiać na lodzie. Nawet jeśli wciągnął mnie w to wszystko wbrew mojej woli.
- Oczywiście! - zawołał z uśmiechem, aczkolwiek nie wierzyłam mu na słowo, zresztą jak każdemu. Jednak jeśli to się zbytnio przedłuży to Yonki będzie musiał ponieść tego konsekwencje. - Gdzie tak w ogóle jesteśmy? - spytał przyglądając mi się uważnie.
- Przy granicy zamkniętego miasta, nie oddalaj się za bardzo, nie wolno nam tu w zasadzie być. Poza tym łatwo można się tutaj zgubić. - wyjaśniłam spokojnie, to, że znajdowaliśmy się obok najniebezpieczniejszego miejsca w całym Immensite nie robiło na mnie wrażenia.
- Skąd tyle wiesz? - spytał podejrzliwie, na co jedynie westchnęłam. Nie musiał znać prawdy i tak nic by do jego życia nie wniosła.
- To raczej oczywiste. Zamknięte Miasto jest nie bez powodu zamknięte i omijane szerokim łukiem.
Nagle w spojrzeniu Boga coś się zmieniło, zobaczyłam w nim iskrę zaciekawienia i fascynacji. To nic dobrego nie świadczyło
- Przejdziemy się kiedyś do zamkniętego miasta?! - spytał energicznie, kołysając się.
Spojrzałam na niego gniewnie. Co on sobie myślał?! To nie była zabawa, powrót z miasta był niemal niemożliwy. Nawet rząd nie chce tam już za bardzo nikogo wysyłać w obawie przed tym, że nie wrócą. To była strefa, którą powinno się omijać i nie myśleć nawet o tym co może znajdować się w środku, a nie park rozrywki, do którego można się przejść ot tak!
- Zapomnij. - mruknęłam jedynie. Nie miałam zamiaru mu tego wszystkiego tłumaczyć, nie był dzieckiem, więc musiał zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa, a tam jego moce mogłyby w sumie tylko przysporzyć mu kłopotu. - To nie jest plac zabaw. Wśród ludzi możemy się wydurniać, ale tego miejsca trzeba unikać jak ognia. - dodałam widząc niezadowoloną minę Boga i jego pytający wzrok. - Jaki mamy w ogóle plan? Będziemy latać z tymi znaczkami licząc, że ktoś nas zgarnie do siedziby? - spytałam.
Jeśli nie miał planu to chyba naprawdę go zabiję, nie można działać tak lekkomyślnie i pochopnie! Wejście między szeregi organizacji przestępczej to może być dla nas jako Bogów zabawa, ale nie mogę pozwolić na straty w ludziach. Doskonale wiem jak działają takie organizacje, więc musimy sami działać ostrożnie. Chociaż sama przyzwyczajona raczej do walki od razu, mogę mieć problem z opanowaniem się. W sumie omal nie poderżnęłam gardła swojemu pobratymcu. Westchnęłam lekko, nie mogę pozwolić sobie na utratę zimnej krwi. Nie jestem w pracy aby móc sobie pozwolić zaszaleć, chociaż wśród ludzi dawno tego nie robiłam i z przyjemnością bym do tego wróciła. Lekkie zamieszanie chyba jeszcze nikomu nie zaszkodziło?
Yonki? Wybacz, że tak długo musiałaś czekać.
Nie mogłam uwierzyć w to co się działo, kolejne wydarzenia leciały niezależnie ode mnie, a mój umysł wypełniała coraz to większą złość. Miałam ochotę zabić Boga chaosu bardoz boleśnie, aby zapamiętał że ze mną się nie zadziera. Uczestniczyłam w wydarzeniach na które kompletnie nie miałam wpływu, obserwowałam je ale całość przepływała mi przez palce, przez co nie mogłam nawet zatrzymać wydarzeń. Zanim się obejrzałam staliśmy w ślepym zaułku. Wkurzyona niemiłosiernie miałam ochotę zabić Boga tu i teraz po czym czym prędzej stąd zniknąć i wrócić do swojego normalnego życia. Rzadko bywałam wśród ludzi, więc doprawdy ten symbol na mojej dłoni nie byłby takim utrapieniem, ale nie mogę pozwolić aby moi zleceniodawcy to odkryli, mogłabym mieć duże problemy, a wolałabym je uniknąć w tym jedynym aspekcie życia jakim była moja praca. Już wystarczająco miałam kontaktu z chaosem i problemami, większych nie było mi w pracy potrzeba. Westchnęłam męczeńsko słysząc słowa Yonkiego, musiałam przyznać mu rację, że dobrze by było się stąd ulotnić. Ale wpierw musiałam odzyskać broń. Pojawiła się w moich rękach na powrót, po czym złapałam ją pewnie w dłonie, żeby po chwili wróciła do swojego poprzedniego stanu, ba, co więcej jeszcze lepiej naostrzona. Zniknęła jednak po chwili, była za ciężka i za duża aby z nią podróżować. Zagwizdałam przez palce, po czym w ciągu kilku sekund nad nami pojawił się ogromny cień Kurahy. Równie co szybko się pojawił tak samo wylądował, dzięki czemu swobodnie mogłam na niego wsiąść.
- Gdybyś nie wzbudził mojego zainteresowania zostawiła bym Cię tutaj w cholerę. - mruknęłam przymykając oczy, po chwili jednak uśmiechnęłam się i spojrzałam w oczy boga z lekką iskrą. - Masz szczęście, że nie umiem odzwyczaić się już od chaosu. - dodałam kiwając lekko głową w swoją stronę, dając znak Yonkiemu aby wsiadł na lwa. Zrobił to z lekka niepewnie, aczkolwiek po chwili usadowił się za mną na stworzeniu, które wydało zaledwie krótki pomruk niezadowolenia po czym spokojnie wzbił się w powietrze.
- Co mam rozumieć przez twoje słowa? - spytał, po dłuższej analizie wypowiedzianego przeze mnie zdania.
Wzruszyłam zaledwie ramionami, będąc pewna ze i tak nie mogłabym mu tego wyjaśnić. Chociaż wprawdzie Yonkiemu na pewno spodobała by się moja praca i domyślam się że idealnie by sobie w niej poradził.
Po kilkunastu minutach lotu wylądowaliśmy wreszcie, niedaleko granic zamkniętego miasta, tutaj nikt się nie zapuszcza, więc powinniśmy być bezpieczni. W końcu musieliśmy uciekać... Z westchnieniem zeszłam z grzbietu lwa głaszcząc go przy tym lekko po głowie. Przecież musiało być jakieś wyjście, to było nie możliwe, że tak łatwo dałam się podejść! Miałam sobie to za złe, że pozwoliłam Bogu Chaosu tak bezceremonialnie mnie wciągnąć w to wszystko. Pozwoliłam sobie na chwile stracić czujność i skończyłam z symbolem organizacji przestępczej na dłoni.
- Nie mam za dużo czasu, jak wezwą mnie do pracy niezwłocznie muszę się do niej udać, kilka dni nam wystarczy na tę akcję? - spytałam poważnym tonem. Byłam gotowa nawet zostawić go w środku pola walki jeśli będę musiała udać się do pracy, to kwestia pierwszorzędna, chociaż na pewno nie chciałabym go zostawiać na lodzie. Nawet jeśli wciągnął mnie w to wszystko wbrew mojej woli.
- Oczywiście! - zawołał z uśmiechem, aczkolwiek nie wierzyłam mu na słowo, zresztą jak każdemu. Jednak jeśli to się zbytnio przedłuży to Yonki będzie musiał ponieść tego konsekwencje. - Gdzie tak w ogóle jesteśmy? - spytał przyglądając mi się uważnie.
- Przy granicy zamkniętego miasta, nie oddalaj się za bardzo, nie wolno nam tu w zasadzie być. Poza tym łatwo można się tutaj zgubić. - wyjaśniłam spokojnie, to, że znajdowaliśmy się obok najniebezpieczniejszego miejsca w całym Immensite nie robiło na mnie wrażenia.
- Skąd tyle wiesz? - spytał podejrzliwie, na co jedynie westchnęłam. Nie musiał znać prawdy i tak nic by do jego życia nie wniosła.
- To raczej oczywiste. Zamknięte Miasto jest nie bez powodu zamknięte i omijane szerokim łukiem.
Nagle w spojrzeniu Boga coś się zmieniło, zobaczyłam w nim iskrę zaciekawienia i fascynacji. To nic dobrego nie świadczyło
- Przejdziemy się kiedyś do zamkniętego miasta?! - spytał energicznie, kołysając się.
Spojrzałam na niego gniewnie. Co on sobie myślał?! To nie była zabawa, powrót z miasta był niemal niemożliwy. Nawet rząd nie chce tam już za bardzo nikogo wysyłać w obawie przed tym, że nie wrócą. To była strefa, którą powinno się omijać i nie myśleć nawet o tym co może znajdować się w środku, a nie park rozrywki, do którego można się przejść ot tak!
- Zapomnij. - mruknęłam jedynie. Nie miałam zamiaru mu tego wszystkiego tłumaczyć, nie był dzieckiem, więc musiał zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa, a tam jego moce mogłyby w sumie tylko przysporzyć mu kłopotu. - To nie jest plac zabaw. Wśród ludzi możemy się wydurniać, ale tego miejsca trzeba unikać jak ognia. - dodałam widząc niezadowoloną minę Boga i jego pytający wzrok. - Jaki mamy w ogóle plan? Będziemy latać z tymi znaczkami licząc, że ktoś nas zgarnie do siedziby? - spytałam.
Jeśli nie miał planu to chyba naprawdę go zabiję, nie można działać tak lekkomyślnie i pochopnie! Wejście między szeregi organizacji przestępczej to może być dla nas jako Bogów zabawa, ale nie mogę pozwolić na straty w ludziach. Doskonale wiem jak działają takie organizacje, więc musimy sami działać ostrożnie. Chociaż sama przyzwyczajona raczej do walki od razu, mogę mieć problem z opanowaniem się. W sumie omal nie poderżnęłam gardła swojemu pobratymcu. Westchnęłam lekko, nie mogę pozwolić sobie na utratę zimnej krwi. Nie jestem w pracy aby móc sobie pozwolić zaszaleć, chociaż wśród ludzi dawno tego nie robiłam i z przyjemnością bym do tego wróciła. Lekkie zamieszanie chyba jeszcze nikomu nie zaszkodziło?
Yonki? Wybacz, że tak długo musiałaś czekać.
sobota, 18 kwietnia 2020
Od Marietty
-Jeśli teraz nas opuścisz, nie masz po co wracać. Rozumiesz?!-Zagroził. Zawsze grozi, a gówno z tego jest. Ich grupka zdecydowanie nie jest dla mnie, nie potrafią utrzymać się w ukryciu, a ja tego potrzebuję. Oni chcą by inni wiedzieli gdzie są, ale ja niekoniecznie.
-Odchodzę i nic Ci do tego Ethan-stanowczo powiedziałam i poprawiłam swoją czarną skurzaną torbę. Facet podszedł do mnie i szybkim ruchem chwycił mój nadgarstek, sprawiając mi lekki ból. Spojrzałam na niego dając mu do zrozumienia, że nie podoba mi się to co robi, nie pokazując mu oczywiście tego, że dłoń boli coraz bardziej.
-Zostajesz bo ja tu rządzę-syknął na mnie i ścisnął mnie jeszcze mocniej, tym razem aż przygryzłam wargę..bolało.
-Nie jestem Twoją własnością!-ryknęłam na niego, kopnęłam go w czułe miejsce przez co myślałam, że mnie puści..ale stało się inaczej. Wkurwił się bardziej, podniósł mnie za dłoń i spojrzał mi prosto w oczy, czułam że moje zmieniają kolor, ponieważ jestem słabsza.
-Oczywiście, że jesteś, tak jak tu wszyscy-szepnął mi do ucha, przy czym przeszły mnie nieprzyjemne dreszcze.
-Nie..jestem !-moja wściekłość spowodowała, że zaczęłam się przemieniać w wilkołaka. Facet od razu mnie puścił, nie wiedział czym jestem, nie znał mnie. Zaczęłam na niego warczeć, ten stał niewzruszony, machnął dłonią w moją stronę i wszyscy się na mnie rzucili. Kilku udało mi się z łatwością pokonać, jednak niektórzy z nich powbijali we mnie swoje ostrza. Traciłam dużo krwi, co za tym idzie robiłam się słabsza.. Odepchnęłam łapami większość, chwyciłam swoją torbę w zęby i zdołałam uciec z obozu. Byłam dużo szybsza niż oni. Jednak zdawałam sobie sprawę, że moja przemiana w człowieka jest coraz bliżej. Musiałam coś znaleźć..nie mogę przecież latać nago.
Schowana w samotnym domku mogłam na spokojnie ubrać się i odpocząć, szczęście iż miałam ubrania w torbie, dziękowałam sobie że o tym pomyślałam. Szperając w swojej torbie zauważyłam, że zgubiłam u nich jeden z moich sztyletów..cholera. Będę musiała stworzyć sobie nowy, no nic. Rozpuściłam swoje włosy z luźnego koka i postanowiłam, że zostanę tu jeszcze trochę. Dom wyglądał jakby był pusty już od dłuższego czasu, nie wyczuwałam bowiem, żadnego zapachu. Skorzystałam więc z tego i położyłam się na wielkim łożu, chciałam tylko poleżeć i zregenerować siły, jednak wyszło jak wyszło i po prostu zasnęłam.
Obudziły mnie hałasy przy chatce. Od razu się podniosłam z łóżka i zebrałam swoje rzeczy. Rozejrzałam się po domu, czego niestety nie zrobiłam wcześniej, teraz się za to karcę. Nie było innego wyjścia niż drzwi, którymi weszłam. Okna były zatrzaśnięte..nie dało się ich otworzyć.
Usłyszałam otwieranie drzwi, momentalnie się schowałam. Moim jedynym wyjściem było teraz czekać na to, aż będzie ta osoba na tyle zajęta by nie zauważyła, że wychodzę z jej domu.
Po upewnieniu się, że facet nie zobaczy mojego wyjścia, zaczęłam się skradać do wyjścia. Już prawie zamknęłam za sobą drzwi kiedy nagle te z wielką mocą się otworzyły, a w nich stał ten mężczyzna. Jedyne co teraz mogłam i co mi przyszło do głowy to ucieczka, zaczęłam biec byle by jaknajdalej od niego, ale byłam zbyt słaba po ostatnim biegu. Zdołał mnie dogonić i tym razem on chwycił mój nadgarstek. Jednak nie widziałam u niego złości, bardziej patrzył na mnie z ciekawością i pytaniem co ja tu właściwie wyczyniam.
Ktoś?
-Odchodzę i nic Ci do tego Ethan-stanowczo powiedziałam i poprawiłam swoją czarną skurzaną torbę. Facet podszedł do mnie i szybkim ruchem chwycił mój nadgarstek, sprawiając mi lekki ból. Spojrzałam na niego dając mu do zrozumienia, że nie podoba mi się to co robi, nie pokazując mu oczywiście tego, że dłoń boli coraz bardziej.
-Zostajesz bo ja tu rządzę-syknął na mnie i ścisnął mnie jeszcze mocniej, tym razem aż przygryzłam wargę..bolało.
-Nie jestem Twoją własnością!-ryknęłam na niego, kopnęłam go w czułe miejsce przez co myślałam, że mnie puści..ale stało się inaczej. Wkurwił się bardziej, podniósł mnie za dłoń i spojrzał mi prosto w oczy, czułam że moje zmieniają kolor, ponieważ jestem słabsza.
-Oczywiście, że jesteś, tak jak tu wszyscy-szepnął mi do ucha, przy czym przeszły mnie nieprzyjemne dreszcze.
-Nie..jestem !-moja wściekłość spowodowała, że zaczęłam się przemieniać w wilkołaka. Facet od razu mnie puścił, nie wiedział czym jestem, nie znał mnie. Zaczęłam na niego warczeć, ten stał niewzruszony, machnął dłonią w moją stronę i wszyscy się na mnie rzucili. Kilku udało mi się z łatwością pokonać, jednak niektórzy z nich powbijali we mnie swoje ostrza. Traciłam dużo krwi, co za tym idzie robiłam się słabsza.. Odepchnęłam łapami większość, chwyciłam swoją torbę w zęby i zdołałam uciec z obozu. Byłam dużo szybsza niż oni. Jednak zdawałam sobie sprawę, że moja przemiana w człowieka jest coraz bliżej. Musiałam coś znaleźć..nie mogę przecież latać nago.
Schowana w samotnym domku mogłam na spokojnie ubrać się i odpocząć, szczęście iż miałam ubrania w torbie, dziękowałam sobie że o tym pomyślałam. Szperając w swojej torbie zauważyłam, że zgubiłam u nich jeden z moich sztyletów..cholera. Będę musiała stworzyć sobie nowy, no nic. Rozpuściłam swoje włosy z luźnego koka i postanowiłam, że zostanę tu jeszcze trochę. Dom wyglądał jakby był pusty już od dłuższego czasu, nie wyczuwałam bowiem, żadnego zapachu. Skorzystałam więc z tego i położyłam się na wielkim łożu, chciałam tylko poleżeć i zregenerować siły, jednak wyszło jak wyszło i po prostu zasnęłam.
Obudziły mnie hałasy przy chatce. Od razu się podniosłam z łóżka i zebrałam swoje rzeczy. Rozejrzałam się po domu, czego niestety nie zrobiłam wcześniej, teraz się za to karcę. Nie było innego wyjścia niż drzwi, którymi weszłam. Okna były zatrzaśnięte..nie dało się ich otworzyć.
Usłyszałam otwieranie drzwi, momentalnie się schowałam. Moim jedynym wyjściem było teraz czekać na to, aż będzie ta osoba na tyle zajęta by nie zauważyła, że wychodzę z jej domu.
Po upewnieniu się, że facet nie zobaczy mojego wyjścia, zaczęłam się skradać do wyjścia. Już prawie zamknęłam za sobą drzwi kiedy nagle te z wielką mocą się otworzyły, a w nich stał ten mężczyzna. Jedyne co teraz mogłam i co mi przyszło do głowy to ucieczka, zaczęłam biec byle by jaknajdalej od niego, ale byłam zbyt słaba po ostatnim biegu. Zdołał mnie dogonić i tym razem on chwycił mój nadgarstek. Jednak nie widziałam u niego złości, bardziej patrzył na mnie z ciekawością i pytaniem co ja tu właściwie wyczyniam.
Ktoś?
piątek, 17 kwietnia 2020
Zakończenie eventu Wielkanocnego!
Witam was bardzo serdecznie, post ten pojawia się ponieważ zakończyliśmy event Wielkanocny!
Dziękuję bardzo wszystkim, którzy wzięli w nim udział, zarówno w prostej jak i trudnej drodze. A w szczególności dwóch autorów (i dwie postacie) które jako jedyne ukończyły obie drogi. Udało im obojgu się zebrać wszystko zarówno w labiryncie jak i symbole z bloga. Tymi osobami są Yonki & Dagon (keiem & kolorowa chmurka) i należy się za to wyróżnienie. Dziękuję również wszystkim innym którzy wzięli udział w tym evencie. Prostą drogę przeszli:
Agatha (Kath)
Nathaniel (Arry)
Lamelle (Kolorowa chmurka)
Yonki (keiem)
Dziękuję także wszystkim innym, którzy zapisali się do eventu i brali w nim udział, aczkolwiek nie skończyli go przed ostatecznym terminem.
Mam nadzieję że event się wam podobał i weźmiecie udział w następnych, które potrwają trochę dłużej niż ten Wielkanocny, cały czas aktualne są opisy miast, więc serdecznie zapraszam!
~Liviaj
Dziękuję bardzo wszystkim, którzy wzięli w nim udział, zarówno w prostej jak i trudnej drodze. A w szczególności dwóch autorów (i dwie postacie) które jako jedyne ukończyły obie drogi. Udało im obojgu się zebrać wszystko zarówno w labiryncie jak i symbole z bloga. Tymi osobami są Yonki & Dagon (keiem & kolorowa chmurka) i należy się za to wyróżnienie. Dziękuję również wszystkim innym którzy wzięli udział w tym evencie. Prostą drogę przeszli:
Agatha (Kath)
Nathaniel (Arry)
Lamelle (Kolorowa chmurka)
Yonki (keiem)
Dziękuję także wszystkim innym, którzy zapisali się do eventu i brali w nim udział, aczkolwiek nie skończyli go przed ostatecznym terminem.
Mam nadzieję że event się wam podobał i weźmiecie udział w następnych, które potrwają trochę dłużej niż ten Wielkanocny, cały czas aktualne są opisy miast, więc serdecznie zapraszam!
~Liviaj
Luminare DO Dagona
Po tym jak dowiedziałam się o planach mojego zmarłego już ojca, siedziałam na łóżku i nie wiedziałam co ze sobą teraz zrobić. Znaczy wiedziałam.. miałam zasiaść na tronie Północnego Królestwa, ale żeby to było jeszcze takie łatwe jak można sądzić. Zostałam do tego przygotowana, całe moje życie było przygotowaniem do tego, ale nie sądziłam, że to na prawdę się stanie.. i to tak szybko. Przez moje myśli przebrnęły słowa mego nieżyjącego brata "Dasz radę, bo inaczej ja nie nazywam się Magnus", zawsze tak powtarzał, co było miłe, miał na imie Magnus, także zawsze we mnie wierzył.
Spakowałam do podróżnego plecaka potrzebne rzeczy, czyli dokumenty które mi się przydadzą, oraz prowiant na dość długą podróż. Królestwo już wie o moim przybyciu, więc jak najszybciej powinnam się tam wybrać.
~Lumina pamiętaj by naładować się przed wyjściem- powiedziała moja wierna towarzyszka Asma. Zanim ugasiłam ogień w kominku, włożyłam ręce w ogień i pochłonęłam go. Indominus miała racje, czeka mnie dość długa droga i to w zimnych warunkach niestety. Ojciec dobrze się postarał by Łowcy nas nie znaleźli, w mroźnych terenach nie szukaliby nas.
-Chodźmy więc-zawołałam. Wyszłyśmy z chatki, zakluczyłam ją i zabezpieczyłam, po czym weszłam na grzbiet Asme. Ruszyłyśmy.
Było mi trudno, ale musiałam trwać i regulować swój ogień tak by starczyło go jaknajdłużej. Czasami gdy były na to warunki zatrzymywałyśmy się i tworzyłyśmy ognisko ze znalezisk na drodze byle by naładować baterie. Podróż mijała nam dobrze póki nie zaczęło padać, śnieg nawet nie miał jak tknąć mej skóry, bo szybko roztapiał się w powietrzu przy mnie. Martwić się zaczęłam dopiero gdy już przez większość drogi nie mogłyśmy się zatrzymać bo nie było jak zorganizować ogniska, a śnieg tykał już mojej skóry.
Kolejna godzina na mrozie nie czyniła mnie silniejszej, wręcz przeciwnie, byłam już tak słaba, że Asma musiała pilnować bym nie spadła z jej grzbietu.
~musimy się gdzieś zatrzymać.. inaczej zamarzniesz-rzekła indominus. Jednak ja odrzuciłam jej myśl na bok, nie było gdzie i po co. I tak nie rozpalę niczego, a mokre samo się nie rozpali.
-Idziemy dalej-stanowczo postanowiłam. Posłuchała niechętnie, słyszałam jej niezadowolone pomruki. Moje oczy robiły się coraz cięższe, w końcu nie widziałam już niczego.
~Wstań, obudź się, proszę !-obudziły mnie krzyki mojej towarzyszki, ale nie otwarłam oczu, czułam jednak źródła ciepła..Asma i ktoś tu był, a ja już nie byłam na śniegu, byłam w pomieszczeniu. Powoli otworzyłam oczy, byłam zakryta kocem, przy mnie leżała Asma, a dalej ktoś stał i patrzył na mnie.. Był wysoki..mężczyzna.. Kiedy zobaczył, że się ocknęłam podszedł do mnie. Ledwo trzymałam oczy otwarte, nie było tu ognia, nie mogłam się naładować.
-Ogień..jestem..ogniokrwistą-wyszeptałam tylko. Wiedziałam, że właśnie zdradziłam nieznajomemu czym jestem, ale musiałam.
Dagon?
Spakowałam do podróżnego plecaka potrzebne rzeczy, czyli dokumenty które mi się przydadzą, oraz prowiant na dość długą podróż. Królestwo już wie o moim przybyciu, więc jak najszybciej powinnam się tam wybrać.
~Lumina pamiętaj by naładować się przed wyjściem- powiedziała moja wierna towarzyszka Asma. Zanim ugasiłam ogień w kominku, włożyłam ręce w ogień i pochłonęłam go. Indominus miała racje, czeka mnie dość długa droga i to w zimnych warunkach niestety. Ojciec dobrze się postarał by Łowcy nas nie znaleźli, w mroźnych terenach nie szukaliby nas.
-Chodźmy więc-zawołałam. Wyszłyśmy z chatki, zakluczyłam ją i zabezpieczyłam, po czym weszłam na grzbiet Asme. Ruszyłyśmy.
Było mi trudno, ale musiałam trwać i regulować swój ogień tak by starczyło go jaknajdłużej. Czasami gdy były na to warunki zatrzymywałyśmy się i tworzyłyśmy ognisko ze znalezisk na drodze byle by naładować baterie. Podróż mijała nam dobrze póki nie zaczęło padać, śnieg nawet nie miał jak tknąć mej skóry, bo szybko roztapiał się w powietrzu przy mnie. Martwić się zaczęłam dopiero gdy już przez większość drogi nie mogłyśmy się zatrzymać bo nie było jak zorganizować ogniska, a śnieg tykał już mojej skóry.
Kolejna godzina na mrozie nie czyniła mnie silniejszej, wręcz przeciwnie, byłam już tak słaba, że Asma musiała pilnować bym nie spadła z jej grzbietu.
~musimy się gdzieś zatrzymać.. inaczej zamarzniesz-rzekła indominus. Jednak ja odrzuciłam jej myśl na bok, nie było gdzie i po co. I tak nie rozpalę niczego, a mokre samo się nie rozpali.
-Idziemy dalej-stanowczo postanowiłam. Posłuchała niechętnie, słyszałam jej niezadowolone pomruki. Moje oczy robiły się coraz cięższe, w końcu nie widziałam już niczego.
~Wstań, obudź się, proszę !-obudziły mnie krzyki mojej towarzyszki, ale nie otwarłam oczu, czułam jednak źródła ciepła..Asma i ktoś tu był, a ja już nie byłam na śniegu, byłam w pomieszczeniu. Powoli otworzyłam oczy, byłam zakryta kocem, przy mnie leżała Asma, a dalej ktoś stał i patrzył na mnie.. Był wysoki..mężczyzna.. Kiedy zobaczył, że się ocknęłam podszedł do mnie. Ledwo trzymałam oczy otwarte, nie było tu ognia, nie mogłam się naładować.
-Ogień..jestem..ogniokrwistą-wyszeptałam tylko. Wiedziałam, że właśnie zdradziłam nieznajomemu czym jestem, ale musiałam.
Dagon?
Subskrybuj:
Posty (Atom)




